Skip to main content

3591

Organizacja czasu to podstawa – rozmowa z dr. Bartłomiejem Opalińskim

Publikacja: | Students in Action /

Cześć! Nazywam się Alicja Pirogowicz i dziś przedstawię Wam osobę, która jest „kołem ratunkowym” wszystkich studentów prawa, świetnym rozmówcą, a przede wszystkim wspaniałym wykładowcą. Przed Wami dr Bartłomiej Opaliński, który z Uczelnią Łazarskiego związany jest dłużej niż możecie przypuszczać.

Czy wiecie, że: 

- dr Opaliński o mały włos nie został weterynarzem? 

- jest absolwentem Uczelni Łazarskiego? 

- prowadził zajęcia na uczelni jeszcze jako student? 

- grał wyczynowo w tenisa stołowego? 

- jednym z jego ulubionych seriali są „Wikingowie”? 

Zapraszam do lektury mojego wywiadu, w którym znajdziecie jeszcze wiele innych interesujących faktów na temat doktora Bartłomieja Opalińskiego.  

Zacznijmy od początku, a więc od czasów studenckich. Na pewno zaskoczeniem dla wielu osób będzie fakt, że jest Pan nie tylko wykładowcą prawa administracyjnego oraz prawoznawstwa, ale również absolwentem Uczelni Łazarskiego. Skąd wynikał ten wybór? 

Tak naprawdę wychowywałem się w rodzinie prawniczej, ale nie miałem wcześniej skonkretyzowanych planów. Od zawsze interesowałem się prawem, jednak z tyłu głowy pojawiła się weterynaria. Z uwagi na to, że na maturze zdawałem chemię i biologię, postanowiłem aplikować na ten kierunek. Zostałem przyjęty, jednak nie rozpocząłem studiów. Kiedy dowiedziałem się, jak wygląda w praktyce weterynaria, okazało się to nie do końca zgodne z moją wizją nauki i pomocy wyłącznie małym pieskom i kotkom. Z racji tego, że prawo wydawało mi się interesujące i ciągle było moją pasją, postanowiłem postawić na ten kierunek studiów. Szala została przechylona, kiedy dowiedziałem się, że pierwszy rok na Uczelni Łazarskiego będzie darmowy ze względu na moje dobre wyniki maturalne. Uznałem, że musi to być znak :) 

Patrząc z perspektywy czasu, jakim był Pan studentem? 

Jakim byłem studentem? Jeżeli chodzi o oceny - studia zakończyłem z wyróżnieniem i z rektorskim dyplomem uznania. Zawsze starałem się zrozumieć prawdziwy sens studiowania. Moim zdaniem ten czas nie powinien sprowadzać się tylko do egzaminów i sumiennej nauki, chociaż ma to znaczenie fundamentalne. Studiowanie to też rozwijanie swoich pasji, aktywny udział w kołach naukowych oraz organizacjach studenckich. Jest to okres poznawania fantastycznych ludzi oraz budowania wieloletnich relacji. Zawsze starałem się znaleźć „złoty środek”. 

Dlaczego postanowił Pan zostać na Uczelni i być wykładowcą? 

Wszystko miało swój początek w 2009 roku. Wówczas rozpoczęły się moje przedbiegi w byciu wykładowcą. Podczas ostatniego roku studiów, po rozmowie z ówczesnym kierownikiem katedry prawa administracyjnego i zarazem moim promotorem pracy magisterskiej, dostałem propozycję prowadzenia ćwiczeń z prawa administracyjnego z 2 lub 3 grupami. Bardzo spodobała mi się ta praca. Była poniekąd spełnieniem moich marzeń. Później obroniłem pracę magisterską, dostałem się na aplikację, niedługo potem obroniłem doktorat. Odkryłem ogromną pasję do nauki, ale ona wiązała się też bezpośrednio z prowadzeniem zajęć dla studentów. Daje mi to ogromną satysfakcję i dużo radości, szczególnie gdy widzę, że to, co mówię, trafia na odpowiedni grunt. Pomaga mi w tym doświadczenie praktyczne zdobywane w zasadzie od początku studiów. Działalność w Studenckiej Poradni Prawnej, w kołach naukowych, praca w kancelariach prawnych, w Naczelnym Sądzie Administracyjnym, później jako radca prawny we własnej kancelarii czy obecnie wykonywane funkcje w administracji rządowej mocno poszerzyły moje horyzonty co pozwala z większym zrozumieniem i w sposób bardziej praktyczny przekazywać wiedzę.  

Jakie uczucia towarzyszyły Panu przy okazji prowadzenia pierwszych zajęć? 

Tak naprawdę, kiedy prowadziłem zajęcia jeszcze jako student, nie odczuwałem jakiegoś nadzwyczajnego stresu. Była to dla mnie świetna przygoda, dająca możliwość sprawdzenia się na zupełnie innym polu niż dotychczas. Po prostu przygotowywałem się jak najlepiej do zajęć. Starałem się je prowadzić takim samym schematem, jakim podążali wykładowcy, którzy mnie uczyli i jaki był dla mnie najskuteczniejszy. Paradoksalnie, zajęcia, które zacząłem prowadzić w 2011 r. jako etatowy wykładowca, były dla mnie nieporównywalnie bardziej stresujące niż te, które prowadziłem jako student. Być może wynikało to z większej świadomości, bo byłem już po obronie doktoratu. 

Przenosząc się do teraźniejszości. Na pewno wiele osób, z którymi prowadzi Pan zajęcia, nurtuje pytanie, czy dr Opaliński ma w ogóle czas wolny i jeśli tak, to co lubi robić, kiedy nie pracuje? 

Wbrew pozorom mam sporo wolnego czasu. Po prostu staram się dobrze organizować, tak aby zrównoważyć odpowiednio czas pracy i czas wolny. Kocham przebywać na łonie natury. Uwielbiam góry. Gdy jest ciepło, zatracam się w wielogodzinnych górskich wędrówkach, natomiast zimną realizuję pasję narciarską. Dwa lata temu spotkałem nawet na stoku Prezydenta RP. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Co mogę powiedzieć? Wydaje mi się, że jeździ lepiej ode mnie☺ Oprócz tego zacząłem sporo ćwiczyć na siłowni. Uprawiam kitesurfing, kiedy tylko mam taką okazję. Gram w tenisa stołowego – choć teraz jedynie amatorsko. Przez kilkanaście lat uprawiałem ten sport bardziej wyczynowo. Spotykam się ze znajomymi. Staram się znaleźć czas na literaturę i oglądanie filmów. Niedawno założyłem nawet konto na Netflixie. 

Jeśli jesteśmy już przy Netflixie - jakie filmy/seriale lubi Pan oglądać?  

Przede wszystkim interesują mnie filmy, które mają głębszy przekaz, takie w których widać przemianę głównego bohatera i ewolucję władzy. „Wikingowie” to serial, w którym się rozmiłowałem. Wszystkie sezony obejrzałem w bardzo krótkim czasie. Oprócz tego, co może wydać się zabawne i w teorii bardziej „kobiece”, bardzo lubię „Wichry namiętności”. Z pasja oglądałem również „Grę o tron”, a nawet  „Koronę królów” - to historyczne seriale, które wiążą się z moimi zainteresowaniami politycznymi i autentycznie fascynują mnie.